Nikotyna

   Cześć! :) Jeśli to czytasz to bardzo się cieszę. Największą zagadką dla mnie w trakcie pisania tego posta było pytanie czy znajdzie się ktoś kto to kiedyś przeczyta. Tak więc, czytelniku, jeśli tylko to czytasz z pewnością ucieszysz mnie, jawiąc się w zakładce "Statystyki". 

   Postanowiłem dzisiaj, zupełnie spontanicznie, założyć bloga. Będzie on miał charakter mojego osobistego dziennika. Na pewno ucieszy mnie, jeśli znajdzie on jakieś, choćby niewielkie, grono odbiorców. Niemniej jednak nie zostanie tutaj napisane ani jedno słowo "pod publikę". Znajdzie się za to sporo moich komentarzy w stronę życia i być może w stronę śmierci. Trochę moich przemyśleń, trochę twórczych treści. Odrobinę wspomnień. Ułamek tego co nazywam "swoim punktem widzenia". 

   Zacznę więc od tego co się u mnie aktualnie dzieje. Na czym stoję, jak sobie pościeliłem. Mam pojutrze sprawę w sądzie za wybryki po benzodiazepinach. Pomaga mi w niej pewna dobra dusza z mojego otoczenia, która przygotowała mi wczoraj plik papierów w ramach pomocy na rozprawę i... Wczoraj od rana wszystko szło mi nie po myśli. W okolicy w której mieszkam często podejmowaną w tym okresie aktywnością jest zbieranie zrzutów, czyli jeleniego poroża. Umówiony byłem "na zrzuty" na 07:00. W poprzednim dniu domęczyłem się ziołem. Do tego zjadłem dwie tabletki pregabaliny, którą biorę od jakiegoś czasu do snu. Zasnąłem w pełni ubrany w łóżku. Kumple nie dodzwonili się do mnie, ponieważ padł mi w nocy telefon. Przyszli za to pod moje drzwi, gdy już wracali. Zapukali. 

   Obudziło mnie pukanie do drzwi. Sięgnąłem impulsywnie po telefon, jak gdyby przeczuwając, że zaspałem. Rozładowany. Zerwałem się z łóżka, otwarłem drzwi. Nawet nie zwróciłem uwagi, że w jakiś cudowny sposób pominąłem fragment życia pomiędzy zerwaniem się z łóżka, a otwarciem drzwi w trakcie którego ubieram się w pośpiechu we wczorajsze ciuchy. W tym momencie konieczność rozebrania się do spania i ubrania się, gdy człowiek rano wstanie przestały dla mnie istnieć. Jak gdyby ludzie zawsze kładli się spać i wstawali ubrani. Za drzwiami stało dwóch moich kumpli. Oboje byli w bardzo dobrym nastroju. Jeszcze przez kolejne 30 minut z bardzo dobrym skutkiem wkręcali mnie, że jest 07:00, że dopiero idziemy do lasu. Dzień wcześniej ustaliłem sobie plan wedle którego zaraz po wypadzie do lasu miałem pojechać do miasta i spędzić dzień na relaksowaniu się. Zjadłem więc dwie pregabaliny i wpakowałem się im do auta.

  Od samego rana miałem kompletny mętlik w głowie... Dobra, już mi się, kurwa, nie chce lać wody. Odjebałem lipę. Miałem wziąć papiery od mojej dobrej duszy i je, kurwa, odebrałem. Tylko. Że. Je. Kurwa. Zgubiłem. Tak, po prostu zgubiłem. Bez możliwości znalezienia. Zostały w niezidentyfikowanym busie albo wypadły mi spod pachy, nie wiem. Jestem pewien, że przepadły. 

   Dobra, przepraszam. Miałem słabszy moment. Wracając... Zdzwoniłem się z moją dobrą duszą. Miałem mu przekazać jakiś czas temu informacje co na temat całej sprawy mówi moja adwokat. Zwlekałem długo, do ostatniej chwili. Pewnie nie był tym zachwycony, bo zwracał mi już uwagę przynajmniej dwa razy żebym się tym szybko zajął. W tym czasie doskwierało mi silne poczucie przemijania i braku sensu doprawione mocno awersją społeczną. Skłonności do używania sobie w takich momentach we mnie kwitną. Spędziłem więc ostatni czas na paleniu trawy, kilka razy odurzyłem się baclofenem, a już z całą pewnością nie zrobiłem nic co powinienem był w tym czasie zrobić. Spotkaliśmy się więc, przekazałem mu co i jak. Musiałem chwilę poczekać aż zrobi mi ściągę na rozprawę na swoim komputerze i wydrukuje ją oraz inne potrzebne rzeczy. Dostałem wszystko wsadzone w koszulkę A4. I zgubiłem. Pojechałem busem do zoologicznego, później do domu i przed domem do mnie dotarło że nie mam tych papierów. I nie mam pojęcia w którym momencie je zgubiłem. Pamiętam wszystko tylko nie papiery. Jak na złość.

   Nie potrzebowałem nic ponad naszą rozmowę telefoniczną, żeby domyślić się, że moja dobra dusza chwilowo straciła do mnie sympatię. A ja, być może, straciłem dostęp do tego co mi tam przygotował. 

   A jak się to wszystko ma do tytułowej nikotyny? Otóż właśnie rzucam palenie. Ósmy dzień nie palę, trzeci dzień bez Desmoxanu (przez skutki uboczne). Jest okropnie. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opanuj się