Opanuj się
Od jakichś dwóch tygodni nie palę papierosów. W tym czasie nasiliły mi się lęki. Do tej pory, gdy zażywałem pregabalinę do snu, to cały następny dzień miałem spokojny, bez problemów lękowych utrudniających funkcjonowanie. Od momentu w którym przestałem palić stres się bardzo spotęgował, mam nieustające uczucie ścisku w żołądku. Zwróciłem uwagę, że w tym stanie, gdy zapalę marihuanę, zaczynam się jąkać, ciężko mi werbalizować myśli. Mam wrażenie jakbym się zacinał. Jakby mój mózg na krótkie chwile wyłączał się i nie pozwalał mi na nic. Jest to bardzo frustrujące kiedy próbuję coś komuś wytłumaczyć, zatnie mnie i nie potrafię nic powiedzieć. Nie wyobrażałem sobie, że mogę mieć taki zespół abstynencyjny przy rzucaniu palenia. Do tej pory kojarzyło mi się głównie z rozdrażnieniem i gorszym samopoczuciem. Rzucałem wcześniej palenie kilkukrotnie ale tym razem jest inaczej. Dużo ostrzej.
Moja dobra dusza o której ostatnio pisałem puściła moje wybryki w niepamięć. Przynajmniej chwilowo. Także problem jakoś się rozwiązał. Mam nauczkę na przyszłość żeby bardziej liczyć się z poświęceniem innych. Była to dobra lekcja. Sprawa, którą się zajmujemy znalazła bardzo korzystne dla mnie rozwiązanie także na tej płaszczyźnie również swoisty sukces. Zostawiając tą krótką aktualizację stanu rzeczy z tyłu muszę pochwalić się jeszcze jednym małym sukcesem...
Zacząłem ćwiczyć. Wróciłem do treningów kalistenicznych. Rozważam powrót na siłownię, ponieważ mam teraz dobry dostęp do sprzętu. Jednakże póki co staram się wrócić do formy sprzed roku. Zmieniłem podejście do treningu i zaczęło dawać świetne efekty. Typowe katowanie pojedynczych partii zamieniłem na treningi FBW. Udało mi się znacząco poprawić wynik na drążku i tutaj ciekawostka - nie pamiętam dokładnie swoich rekordów z liceum ale jestem albo w życiowej formie jeśli chodzi o podciąganie na drążku albo blisko życiowej formy. Rewelacyjnie zbudowały mi się plecy. Tak rozrośniętych najszerszych grzbietu jeszcze nie miałem. Bardzo mi się to podoba dlatego jestem obecnie mocno sfokusowany właśnie na to ćwiczenie. Zobaczymy co moje podejście przyniesie w kolejnych tygodniach. Będę informował.
Próbuję walczyć trochę na giełdzie kryptowalut. Nie myślałem o tym w ten sposób ale przy okazji omawiania małych sukcesów chyba mogę ten zaliczyć jako czwarty. Otóż udało mi się przemnożyć kapitał na giełdzie 2-3 krotnie. Niesamowicie satysfakcjonujące. Przede wszystkim dlatego że dużo osób, które grają na dźwigni używa gotowych sygnałów sprzedawanych przez traderów albo ma sporą wiedzę i robi to sam. Mi się udało zarobić zupełnie samemu. Wystawiłem trafione pozycje po prostu obserwując zachowanie wykresów świecowych w czasie i szukając w nich powtarzalności. Nie wiem na ile to było po prostu szczęście i sprzyjające warunki na giełdzie, a na ile jakiś wrodzony talent (XD).
Jak widać próbuje ostatnio wielu rzeczy. Przeprowadzka z daleka od rodzinnej miejscowości i swoich znajomych sprawia, że nie mam jak zajmować wolnego czasu. Korzystam więc z wszelkich dostępnych opcji żeby jakoś się rozwinąć albo przynajmniej zrobić coś ciekawego. Miałem ostatnio 25 urodziny. Było to dla mnie o tyle wstrząsające doświadczenie, że od najmłodszych lat w moim umyśle jak wmurowane jawi się stanowisko, że człowiek żyje 100 lat. To 100 lat mój umysł dzieli na cztery etapy, co 25 lat. Właśnie zamknąłem pierwszy z nich. Życie ucieka mi przez palce - tak się teraz czuję. Jak widzę ile niektórzy byli w stanie zrobić w tej pierwszej abstrakcyjnej ćwiartce ludzkiego istnienia i gdy porównam to z tym ile zrobiłem ja to zaczynam mieć przeświadczenie, że trzeba zacząć się spieszyć, jeśli chcę jeszcze trochę z życia skorzystać. Nie ukrywam również swojej dosyć, wydaje mi się, kontrowersyjnej opinii, że mój rocznik i młodsi ode mnie wspólnie doczekamy czasów aśmiertelności. Będziemy mieli możliwość przedłużania swojego życia w stopniu znacznym. Dlatego szkoda byłoby mi, gdybym umarł zanim to się wydarzy. A właściwie szkoda jest mi teraz jak o tym myślę, bo jakbym umarł to raczej bym się tym nie przejął. Wedle tego co uważam śmierć to takie odłączenie prądu. Wyłączasz się, jak komputer. Nie ma nic, ciemność. Wrażenie takie same jak to co myślisz że doświadczałeś zanim się narodziłeś. Pustka i nicość. Brak jakichkolwiek wrażeń, doświadczeń. Miałem kiedyś okazję spróbować jak działa dimetylotryptamina (DMT). Kupiliśmy z kumplem 1g DMT w formie czystej, tzw. freebase. Zaciągnąłem się oparami z 50mg tej substancji i doznałem 5 stopnia doświadczenia psychodelicznego. Nie do opisania dla osoby, która tego nie przeżyła. Dzięki temu doświadczeniu trochę mniej boję się śmierci, ponieważ było ono tak intensywne jakbym właśnie umarł. Na jakąś chwilę przestałem istnieć. Mojego ego rozpadło się, nie zostało z niego nic. Ani kawałka. Czułem się jak ocean i byłem wszystkim. Jeśli taka jest śmierć to nie jest wcale straszna. To uczucie jakbyś odpłynął stąd na łódce po lekko falującej tafli oceanu. Albo może bardziej jakbyś to Ty był oceanem po którym odpływasz Ty, będący również łódką. A gdy stamtąd wróciłem poczułem spokój. Potężny spokój. Doświadczyłem tego stanu również przy kolejnej próbie z DMT ale mniejszą dawką. Doświadczyłem go również przy paleniu changi. Swoją drogą changa miała dla mnie właściwości tak bardzo terapeutyczne, że gdybym tylko miał możliwość, trzymał bym jej zapas w domowej apteczce.
Opowiedział bym jeszcze kilka ciekawych historii ale niestety skończył mi się czas na pisanie. Pora zjeść jakieś śniadanie i włączyć się do życia.
Komentarze
Prześlij komentarz